20171222 103504 1 817x560 - Huhu ha! Huhu ha! Nasza zima zła... My się zimy nie boimy, czyli zimowy savoir vivre

Huhu ha! Huhu ha! Nasza zima zła… My się zimy nie boimy, czyli zimowy savoir vivre

Wczoraj powitaliśmy kalendarzową zimę. Gdzieniegdzie sypnęło  śniegiem i zrobiło się biało. Zawsze, gdy widzę lecące z nieba ogromne płaty śniegu przypomina mi się taka scenka: ja, mały berbeć, stoję na parapecie okna w mieszkaniu moich Dziadków na krakowskich Dębnikach i z nieskrywaną fascynacją patrzę na lecący z nieba puch. Babcia lepi pierogi i w ogóle pachnie tak domowo. No i w końcu zadaję to kluczowe pytanie, czym ten śnieg tak naprawdę jest, a Babcia odpowiada: „Widzisz… to aniołki w niebie biją się poduszkami. I tak pękają im te poduszki, wysypuje się puch i nam spada na ziemię”. Do tej pory, gdy zaczyna sypać, sama mówią, że anioły znów się poduszkami leją J Pamiętam też zimowe zabawy: w Muszynie jeździliśmy na workach z sianem (podejrzewam, że dziś zarówno worki jak i siano musiałyby być ze specjalnym atestem, a my obowiązkowo w certyfikowanych kaskach), jeździliśmy po zamarzniętym Popradzie na łyżwach (o zgrozo!) i robiliśmy sobie wzajemnie nacierki ze śniegu. Jeździliśmy na nartach z wszelkich okolicznych górek, a że wyciągów było znaaaaacznie mniej, to formę od podchodzenia pod górę z tym całym, wówczas ciężkim jak cholera sprzętem, kondycję mieliśmy na medal. A jazdę w dół doceniało się, jak nigdy J Robiono dla nas kuligi, czyli kolejka powiązanych ze sobą drewnianych sanek ciągnięta przez traktor, tudzież malucha. Po wyganianiu się na mrozie z czerwonymi nosami i uszami (czapkę zakładało się pod drzwiami, bo toż przecież wstyd był niemiłosierny, żeby na -30 stopniach czapkę nosić) wpadało się do domu i jadło pajdę chleba ze smalcem albo z cukrem na pierwszy głód, nim rosół się zagrzeje. Wszyscy żyjemy, wszyscy mamy się dobrze i tylko z lekką tęsknotą czasem obracamy się siebie wspominając dzieciństwo.
Ponieważ czytam ostatnio sporo różnych książek na temat zwyczajów staropolskich, to w ręce wpadł mi cudny opis „zimowego savoir vivru”. Otóż Stary Maciej (pseud., właść. Antoni Stefański), Zabawy zimą, Mikołów, około 1900, pisze:

„Skoro spadną pierwsze śniegi, wypadają gromady chłopców, lepią kule i dalejże na upatrzonego. W czasie wielkich mrozów trudno kule ulepić, gdyż śnieg nie trzyma się kupy i w rękach się rozprósza. Najlepszym jest świeży śnieg, padający wielkimi płatkami, nie suchy, nie za wilgotny; kulą z takiego śniegu nikomu krzywdy się nie zrobi. Śniegu, który topnieje pod wpływem promieni słońca, do rzucania używać nie można, ponieważ ściśnięty w dłoniach, w lód się zamienia; tak samo jak nie powinno się brać śniegu z piaskiem lub kamieniami. Byłoby to bardzo niegrzecznie i nieprzyzwoicie rzucać kulami tak niebezpiecznemi; następstwa rzucania takiemi kulami są niemniej smutne jak rzucania kamieniami. Sądzę jednak, że nasi mali czytelnicy są chłopcami grzecznymi, który z chęcią się zabawią, a nie pragną nikomu zrobić krzywdy.”

A jakie są Wasze ulubione zimowe zabawy?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *